Scroll down for Polish version

Eng

After two months of relaxing, meeting friends, going from city to city and partying, we're slowly getting to the scary part: doing the first step of our journey. We delayed this point so many times, but now we have no choice: our friend Desi agreed to host us for a few days in Bern and the hostel in Lisbon is booked. That means we're gonna leave the cosy house of my in-laws and take the bus to Vienna in about two weeks. We'll stay there for about two days and then take a night train to Bern.
But there is more to it: our friend's mum, who's a writer, agreed to see the sample of my writing and she liked it. She said that one of the Polish publishers is interested in the book from our travel. We just have to think about some plot. I will have to fight my laziness and write everything that happens every evening and take photos of everything (but first I need to buy a camera ;)). I'm incredibly excited and stressed, so please, keep your fingers crossed and comment here - the more active you'll be, the more likely it is that we'll publish the book. We'll keep you updated. :)
And I will add photos regularly here on Instagram.

Adzik

PL

Są takie dni, gdy wszystko jest nie tak. Za oknem szaro i ponuro, do niczego nie można się zmotywować i wszystko stoi w miejscu. Frustruje brak regularnych zarobków, stałej pracy, swojego domu. Za oknem plucha i mróz, kaloryfery we wnętrzach nie pomagają. Wtedy ratunkiem jest mail taki, jak od mamy naszej koleżanki. Pani Kasia jest pisarką i w ramach prezentu ślubnego chciała pisać o naszej podróży, jednak po rozmowie z nami stwierdziła, że lepiej będzie, gdy ja będę pisała. Z dużym lękiem i nieśmiałością przesłałam próbkę tekstu, konspekt i plan książki i z niecierpliwością czekałam na odpowiedź. Wczoraj przeczytałam m.in.: "ja nie tylko poczytałam teksty, ale rozmawiałam z moim wydawnictwem. Oni byliby zainteresowani taką książką z podroży (...) ta Irlandia zdradza, że pani bardzo ładnie pisze. Naprawdę, literacko, nastrojowo."
Teraz zastanawiam się nad fabułą, mam mocne postanowienie, żeby przezwyciężyć mojego wewnętrznego lenia i pisać codziennie, a do tego jeszcze muszę kupić aparat. To ostatnie trochę mnie frustruje i przerasta ze względu zbyt wielki wybór. Tak szczerze mówiąc, to najbardziej lubiłam Zenita. Cała reszta wygląda dla mnie prawie tak samo. Na razie możecie oglądać zdjęcia (głównie z Polski) na moim Instagramie. Oprócz szukania aparatu i pisania o Irlandii, powoli planujemy nasz opóźniany w nieskończoność wyjazd.
Zaczniemy za około dwa tygodnie w Wiedniu, skąd po dwudniowym pobycie wybieramy się do stolicy Szwajcarii Berna na spotkanie z naszą kumpelą. Od niej, pewnie z przystankiem we Francji w domku znajomego, ruszamy do Lizbony, gdzie mamy zarezerwowany hostel na dziesięć dni. Tam z moją przyjaciółką Efcią będę bujać się wśród gwiazd na Web Summicie. Jak na gimnazjalistki (w głębi serca, nie wiekowo) przystało, jaramy się zobaczeniem Josepha Gordona-Lewitta na żywo. Reszty występujących nie sprawdziłam, bo gdy otwieram stronę, na której mam sto łebków, to czuję się przytłoczona, ale na pewno znajdę wiele ciekawych prelekcji.
Co później? Nie jesteśmy pewni, ale mamy już kilka rzeczy w planie. Trzymajcie kciuki i komentujcie jak najwięcej - im żywsza będzie Wasza reakcja, tym łatwiej będzie nam wydać książkę po zakończeniu podróży.