I left the train tired, with a headache and hungry and the first thing I saw was the drizzle from the grey, moist sky, so well known to me from Ireland. It wasn't the best start. I knew that eating in Lisbon could be challenging as I am gluten and lactose intolerant.
Well, it wasn't that bad. The food was colourful, fresh and so cheap that I couldn't believe it. We had some hits and misses that I will now share with you.

Home-made food

We've found an Indian shop with fresh produce where we used to buy mango so sweet that its scent resembled a fresh wine, avocado with flesh like butter and plenty of wine for 2-4 euros. A good one, not some shite.
One of the best buys was a plantain, resembling a sweet potato and pumpkin in taste. I liked it, even though the first try was a miss. I just didn't know that I can't eat that raw.

plantain

Cicloficina dos Anjos

A huge hall, lighten by bare bulbs, hanging from the ceiling, accompanied by a bike and live piano music. That was unexpected, and it happened because we've smelled food and heard people's chatter while walking through some bridge on our way home.
There wasn't a restaurant, and there wasn't a bar (those are the writings we could see over the... counter? Not sure how to call it. ;)). In not the restaurant, I took a Thai vegan carrot soup that was a bit too cold and Tomek and Efka took a stone oven pizza. You can imagine my jealousy when I smelled this fresh dough with melted cheese and hot chorizo. I took a bite.
I'm not sure if we've paid even 5 euros for food and drinks and it was one of the unforgettable experiences.

cicloficina_dos_anjos

Chestnuts

I was thinking about writing a separate post about them, as I fell in love. I've tried the chestnuts for the first time in Zurich and then I was buying them whenever I could. I have to say, though, that they are way cheaper in Lisbon as for one "duzia" - a dozen, we've paid 2 euros. They are roasted, covered in the ash and served with salt what gives a lovely, surprising combination that warms your hands in cold, autumn days. For the day of Saint Martin, you should eat them with jeropiga, a sweet wine liquor, made of the young wine with sugar and a heavy wine distillate.

chestnuts

Time Out Market

In the Time Out, we were walking through the crowds of people, smelling fresh, roasted or fried fish, seafood, meat and cooked sweet potatoes, moving our heads left and right, couldn't decide what we would like to eat.
Finally, Efka and Tomek took some traditional Portuguese cod in cream and butter with a glass of wine, and I went for the Piri-Piri chicken that I've read about before. I loved it; the chicken was full of spicy flavour, tender and moist and accompanying sweet potatoes were fresh and peppery.

cod

Gato Preto

Gato Preto was the first restaurant we've visited. Cosy interior, warm light, funny staff and good alcohol made us happy. My beef stroganoff was like the Piri-Piri chicken, moist and tender, Tomek went for livers, although he doesn't like them and was happy with his choice.
Good music accompanied our feast, but we were so excited by meeting with Efka that we didn't take photos there. Sorry, but you just have to go by yourself and sink into the atmosphere.
It's also the first place where I tried ginginja, a sweet cherry liquor that strongly resembles liquors made by my mum and grandma.
Efka and I have finished the dinner with a glass of cachaça, a distilled spirit made from sugarcane juice. The waiter asked us if we're sure that we want it and if we know what it is. I wanted to laugh because we're Polish, we have vodka. ;)

carvoaria_kebab

Carvoaria Jacto

Situated five minutes behind a hostel, it looked like one of the Polish bars from the '80. It was huge and filled with people, and we were lucky to arrive early. I've ordered a "carvoaria kebab", expecting shredded meat on the plate but instead I got a huge skewer with soft beef and king prawns, looking at me reproachfully. To this, I had a bowl of potato chips, incredibly tiny cut and a salad in a price. Not a bad deal.

Gelateria Davvero&Zarzuela

On our way to Gelateria, we've found Zarzuela where I could try the traditional pastel de nata. Yep, it was gluten and lactose-free and was gorgeous. But the true highlight was Gelateria Davvero with the modest bright interior filled with benches made of wooden pallets and delicious sorbets. They weren't those disgusting, sticky sugar balls with a chemical aftertaste; those were huge portions of proper fruit sorbet. I tried avocado, banana and strawberry, and the next time I went for the chocolate sorbet with raspberry and something else. I don't remember; I had a chocolate ice-cream that I could eat. And a gluten-free cone, did I mention that?

gelateria_davvero

Summary

Lisbon wasn't as difficult for me as I expected but I have to say that the restaurants focus on seafood and meat. If I were vegetarian or vegan, I'd have huge problems with finding a proper food. I thought that Lisbon was cheap, but then we went to Portimão which I found even better. :)

List of places to visit with addresses and phone numbers

Cicloficina dos Anjos
Regueirão Anjos 69, 1150-028 Lisboa
Time Out Market
Av. 24 de Julho 49, 1200-109 Lisboa
Gato Preto
Pátio do Machado 42, 1400-051 Lisboa
Tel. 21 302 0686
Carvoaria Jacto
Rua Maria Andrade 6-8
1170-216 Lizbona
Tel. 21 814 7555
Gelateria Davvero
Praça de São Paulo 1
Lizbona
Tel. 929 165 208
Zarzuela Rua Bernardino da Costa 21 23
Cais Sodre, Lisbon
Tel. +351 21 342 6263

Have you ever been to Lisbon or planning to go? Let me know in the comments. And if you liked the post, please like or share on social media. I'm grateful for every, even tiniest gesture.

Now, I have one more question. With only one month left to the Christmas, I have a few questions. The best gift I could receive is to get more readers and subscribers. But I don't want to be selfish, and I'd like to give you something back, so let me know what kind of freebie you would like to get from me for the Christmas?
A set of wallpapers for the desktop and phone? A PDF with a to-do list for long-time travel? Or maybe some posts put together in the illustrated e-book? Think about it, get creative and let me know. Let's make each other happy. :)

I'm preparing a short relation from the Web Summit for the next week. Stay tuned!

PL

Mój przyjazd do Lizbony zaczął się od głodu i bólu głowy, uzupełnionych kleistą mżawką z szarego nieba, którą tak dobrze znam z Irlandii. Nie najlepiej, prawda?
Pogoda pogodą, ale najbardziej obawiałam się, że nie znajdę dla siebie dobrego jedzenia w sklepach i restauracjach i będę zdana na wafle ryżowe i zupy. Nie było jednak tak źle, jedzenie było świeże i tanie i udało nam się wyłowić kilka perełek.

Do domu

Znaleźliśmy hinduski sklep z owocami i warzywami, gdzie prawie codziennie kupowaliśmy mango tak świeże, że pachniało jak młode wino, awokado z miąższem jak masło i pełno taniego, ale dobrego (serio, nie jakieś tam pryty) wina. Ponownie podjęłam się próby zjedzenia plantana, którego tym razem ugotowałam (za pierwszym razem nie wiedziałam, że tak trzeba) i z zaskoczeniem stwierdziłam, że mimo że wygląda jak stary, szczerniały banan, to smakuje jak połączenie batata i dyni.
Trochę gotowaliśmy w hostelu, ale ze względu na warunki woleliśmy wychodzić do restauracji, o których teraz Wam opowiem.

market

Cicloficina dos Anjos

Wielka, ledwo oświetlona hala, w której z sufitu zwisają gołe żarówki i rower, sprawiała dość dziwne wrażenie. Miejsce, prowadzone przez Hipisów, w którym nie było baru i nie było restauracji (wisiały tam takie napisy). Do tego tłowa muzyczka z pianina, na którymś ktoś grał w tle i wszechogarniający zapach pizzy z pieca kamiennego.
Trafiliśmy tam przypadkiem, po prostu przechodziliśmy przez most i pod nim zobaczyliśmy stoły z jedzeniem. Długo się nie zastanawiając, zbiegliśmy na dół, żeby trochę się posilić. Nie mając wyboru, wzięłam tajską zupę marchewkową, która była trochę za chłodna, a Tomek z Efką bezczelnie zajadali się pizzą z ciągnącym serem i chorizo, popijając to piwkiem. Mówiłam Wam, że za wszystko zapłaciliśmy jakieś pięć euro?

Kasztany

Myślałam, czy nie poświęcić im osobnego posta, ale tu się wpasowują idealnie. Spróbowałam ich po raz pierwszy kilka tygodni temu w Zurychu i zostałam fanką. Uwielbiam zapach i słodko-słony smak pokrytych popiołem, pieczonych kasztanów.
Jeden tuzin, czyli "duzia" kosztuje całe 2 euro, nie dość, że się najesz, to jeszcze ogrzeją ci ręce w zimny dzień. Na dzień św. Marcina popija się je jeropigą, likierem ze słodkiego wina, którego udało nam się spróbować w Belem.

kasztany_z_winem

Time Out Market

W Time Out Market leniwie przedzieraliśmy się przez tłumy ludzi, wdychając zapachy świeżego jedzenia: smażonych ryb, pieczonego mięsa, owoców morza i batatów, kręcąc głową to na lewo, to na prawo, nie mogąc się zdecydować, co chcemy zjeść. Po długich organoleptycznych poszukiwaniach, Efka i Tomek zdecydowali się na tradycyjną portugalską zapiekankę z dorsza i kieliszkiem wina, a ja spróbowałam kurczaka piri-piri. Tym razem im nie zazdrościłam. Kurczaczek był pikantny, miękki i soczysty, a bataty, które do niego dostałam były słodkie i smakowały kolendrą i ostrą papryczką.

piri-piri chicken

Gato Preto

Gato Preto była pierwszą restauracją, którą odwiedziliśmy, niedługo po przylocie mojej przyjaciółki Efki. Przytulne wnętrze, ciepłe światło, dobre jedzenie i zabawny kelner były wszystkim, co nam było potrzebne do szczęścia. Mój beef stroganoff był jak kurczaczek - miękki i soczysty. Tomek wziął wątróbki, mimo że ich nie lubi i też był zadowolony z wyboru. Byliśmy tak podekscytowani spotkaniem, że zupełnie zapomnieliśmy zrobić jakieś zdjęcia. Wybaczcie.
W Gato Preto też po raz pierwszy spróbowałam ginginji, słodkiego, wiśniowego likieru, przypominającego babcine nalewki. Skończyłam ucztę popijając z Efką cachaçę, destylat z cukru trzcinowego. Rozbawiło mnie pytanie kelnera, czy na pewno to chcemy i czy wiemy, co to jest. W końcu jesteśmy z Polski, mamy wódkę. ;)

creepy_cook Takiego pana zobaczyliśmy jak wracaliśmy z Gato Preto. Czy Wam też wydaje się trochę straszny?

Carvoaria Jacto

Położona kilka minut od hostelu, Carvoaria Jacto wyglądała jak jeden z polskich barów mlecznych. Wielka restauracja była pełna ludzi i mieliśmy szczęście, że przyszliśmy dość wcześnie, bo nie musieliśmy czekać na stolik. Zamówiłam specjalność lokalu pod nazwą "carvoaria kebab", spodziewając się ściętych kawałków mięsa na talerzu, a zamiast tego dostałam ogromny szaszłyk z kawałami mięciutkiej, soczystej wołowiny i królewskimi krewetami, które patrzyły na mnie z wyrzutem. Do kompletu dostałam michę malutkich frytek i sałatkę, którą można było dobierać do oporu z baru.

Gelateria Davvero&Zarzuela

Oczywiście przed przyjazdem do Portugalii, słyszałam o tradycyjnych Pastel de Nata, ciasteczkach z kremem. Ba, nawet kiedyś sama je robiłam i bardzo mi smakowały. Miałam to szczęście, że udało mi się natrafić w Lizbonie na cukiernię Zarzuela, gdzie dostałam pastele bezglutenowe i bez laktozy! I były pyszne.
Drugim cudnym miejscem, które znaleźliśmy, okazała się Gelateria Davvero, przestronna, z oszczędnym wystrojem z drewnianych palet i pysznymi sorbetami, które smakowały po prostu jak zamrożone owoce, nie były tymi paskudymi, chemicznymi ulepkami, jakie znam z większości cukierni. Do tego mieli bezglutenowe rożki i sorbety z czekolady, awokado, banana, granatu, cytryny, czy malin. Lepiej się nie dało.

Podsumowanie

rybki

Jedzenie w Lizbonie nie było tak trudne, jak się spodziewałam, ale restauracje koncentrują się na mięsie i owocach morza, bardzo mi brakowało warzyw w portugalskiej kuchni. Do tego było bardzo tanio. Tak mi się przynajmniej wydawało, dopóki nie dojechaliśmy do Portimão.

sushi To sushi z 15 kawałków kosztowało mnie 5 euro.

Lista miejsc do odwiedzenia z adresami i telefonami

Cicloficina dos Anjos
Regueirão Anjos 69, 1150-028 Lisboa
Time Out Market
Av. 24 de Julho 49, 1200-109 Lisboa
Gato Preto
Pátio do Machado 42, 1400-051 Lisboa
Tel. 21 302 0686
Carvoaria Jacto
Rua Maria Andrade 6-8
1170-216 Lizbona
Tel. 21 814 7555
Gelateria Davvero
Praça de São Paulo 1
Lizbona
Tel. 929 165 208
Zarzuela
Rua Bernardino da Costa 21 23
Cais Sodre, Lisbon
Tel. +351 21 342 6263

Byliście albo planujecie wyjazd do Lizbony? Dajcie mi znać w komentarzach, a dodatkowo, jeżeli podobał Wam się post, to proszę o łapkę w górę lub udostępnienie na social media - cieszę się z każdego, nawet najmniejszego gestu. :)

Ostatnie pytanie do Was: zbliżają się święta i najlepszym prezentem dla mnie byłoby uzyskanie większej ilości zaangażowanych czytelników i subskrybentów, ale chciałabym dać Wam coś w zamian za subskrypcję i tu jest pytanie do Was: co byście chcieli ode mnie dostać? Może zestaw tapet na komputer i komórkę z pięknych miejsc? Albo PDF z listą, jak się przygotować na długą podróż? Krótkiego e-booka z postami, które ukazały się do tej pory? Albo może chodzi Wam po głowie coś zupełnie innego?
Dajcie mi znać w komentarzach pod postem lub na Facebooku.

A za tydzień dostaniecie relację z krótkiego fragmentu Web Summitu, na którym byłam. Do zobaczenia!